Księga Gości Antyfaceta

Strona nr: 1 --- Wszystkich: 173
[pierwsza] --- <- poprzednia -+- nastepna -> --- [ostatnia]
Wpisz się do KSIĘGI GOŚCI ->

imię: Antyfacet RP
miasto: Wrocław
data: 2010-07-30 00:25:32
email: antyfacet
gg:
www: http://antyfacet.com.pl
Dzięki,
Robię to myszą.
Pozdro,
NARP
imię: Maciej
miasto: Szczecin
data: 2010-07-29 12:50:20
email:
gg:
www:
Ładnie malujesz :D.
imię: Antyfacet RP
miasto: Wrocław
data: 2010-07-25 00:44:58
email: antyfacet
gg:
www: http://antyfacet.com.pl
Magdaleno,

Widzę, że do mojego tekstu i wątków w nim podniesionych ustosunkowałaś się tylko w kilku pierwszych linijkach, gdzie wspominasz, że wszyscy się przez okres komuny składaliśmy na budowę, utrzymanie i złe zarządzanie państwowym majątkiem, który państwo zdobyło w rozbójniczy sposób. I dodajmy, że w znacznej części ten wysiłek narodu został zmarnowany: na nietrafne licencje, budowy w znacznej części rozkradane przez partyjnych dygnitarzy i wszelkich cwaniaków, i na subsydiowanie zagranicznych nabywców naszych towarów, które sprzedawane były poniżej ich faktycznej ceny wytworzenia, bo nie było polskiej waluty przeliczalnej na zagraniczne waluty, przedsiębiorstwa nie dysponowały swobodnie swoimi przychodami i nie inwestowały, był inny kurs walut zagranicznych do złotego w eksporcie i w imporcie, przy czym był on ustalany przez państwo arbitralnie a nie rynkowo, i przedsiębiorstwa produkowały deficyt, czyli rujnowały gospodarkę, na dodatek ponosząc obciążenia związane z socjalnymi świadczeniami, które dzisiaj stanowią osobną gałąź gospodarki i przynoszą dochód niezależnym przedsiębiorcom. Dodatkowo władze komunistyczne rutynowo niedoszacowywały płac państwowych pracowników, bo składały się na podboje Związku Radzieckiego. Dlatego BIEDA jest obiektywnym stanem rzeczy w Polsce po dziesięcioleciach komunizmu i nie wynika z błędnych decyzji rządów, zwłaszcza tych pierwszych, które realizowały podstawowe reformy przywracające normalne reguły gospodarczej gry. Z biedy się wychodzi przez dziesięciolecia wytężonej pracy oraz kreatywność jednostek prowadzących biznesy, a nie poprzez ogłoszenie decyzji, że możemy zarabiać, ile chcemy, czyli dopiero gdy faktycznie zaczniemy zarabiać, ile nam potrzeba. Nie możemy też mieć innych cen niż reszta świata, nawet jeśli nasze wynagrodzenia ich nie pozwalają płacić – ceny muszą odzwierciedlać faktyczny wkład materiałów i pracy w produkt/usługę. Jeśli mamy ceny za duże, to wynikać to może z monopolistycznych praktyk naszych producentów i dostawców usług, ze zmowy producentów/dostawców w określonej branży, i to jest zaskarżalne – mamy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Jeśli nasi producenci sprzedają za granicą taniej niż w kraju, to stosują dumping cenowy, który też jest ścigany, zwłaszcza w kraju importującym ich towary, a dla nas oznacza finansowanie konsumenta zagranicznego, tak jak w czasach komuny. Jeśli zatem polscy dostawcy usług turystycznych w rodzaju Górali z Zakopanego albo restauratorów z wybrzeża są pazerni i nieuczciwi, to należy nie jeździć do nich, nie przywozić im „dudków”, a korzystać z lepszej i tańszej oferty za granicą. Rynek pozwala konsumentom dawać negatywny sygnał dostawcom. Możemy też mieć za wysokie podatki, ale przecież chcemy korzystać z różnych świadczeń społecznych organizowanych przez państwo, nieprawdaż? Trochę też oskubują nas politycy, których wybieramy często na zasadzie głosu dla głośniej krzyczącego i obwiniającego innych.

A jeśli przeciwna jesteś zwracaniu majątku zawłaszczonego przez komunę na podstawie wkładu poniesionego przez społeczeństwo w utrzymanie tego majątku (który jednakowoż był eksploatowany, czyli dostarczał też przez cały ten czas korzyści jego użytkownikom!), to powinnaś również protestować przeciwko oddawaniu lekką ręką majątku Kościołowi albo wycenianiu go bardzo nisko przez Komisję Majątkową (nazwa niedokładna, z mojej pamięci) podczas zwrotu, gdy po chwili okazuje się on wart po wielekroć więcej, i to ujawnia się w odsprzedaży tegoż majątku przez kościelne instytucje inwestorom rynkowym.

Poza tym nie do mnie powinnaś adresować te żale na Bronka – nie jestem jego fanem, ale musiałem go poprzeć jako mniejsze zło, przy czym skoro NIE jest on obłędnym paranoikiem nielubiącym ludzi, to jest szansa, że podczas swej prezydentury czegoś się nauczy, co w odniesieniu do Jarka wydaje się beznadziejne, tym bardziej, gdy się widzi jego obecne agresywne ekscesy na tle smoleńskiej katastrofy. Ale nawet jako nie-zwolennik Komorowskiego widzę, że ten cytat z czyjegoś blogu jest pełen przesadnego bądź chybionego krytycyzmu - nie będę jednak polemizować z całym tym materiałem, bo to nie mój polityczny obóz.

Pzdr,
NARP
imię: Magdalena
miasto:
data: 2010-07-23 10:34:39
email:
gg:
www:
DODAM COŚ:
Prezydent specjalnej troski - Bronek "Wpadka" Komorowski!

Autor: Daniel Sen


Już za tydzień albo dopiero za miesiąc będziemy mieli nowego prezydenta. Wybiorą nam go media, które skuszą ok. 8 milionów Polaków na postawienie "X" przy nazwisku BRONISŁAW KOMOROWSKI. Czy ta prezydentura przyniesie radość czy raczej troski?

Od kiedy Mariusz Pudzianowski stał się osobą publiczną, okazało się, że jest on dobry na wszystko. Człowiek, który kilka lat temu jedyne co potrafił i z czego był znany, to dźwiganie kamiennych kul, przetaczanie opony czy "spacer farmera", stał się dobrem ogólnonarodowym.

Minął zaledwie rok i okazało się, że Pudzian doskonale nadaje się do tańca (drugie miejsce w Tańcu z gwiazdami), jest świetnym śpiewakiem (drugie miejsce w "Tylko nas dwoje"), jest wspaniałym zawodnikiem sztuk walki (rozgromił Marcina Najmana w 44 sekundy).

Telewizja potrafi sprzedać wszystko i obecnie sprzedaje nam Bronisława Komorowskiego Pierwszego. Na Pudzianowskiego znalazł się wreszcie "mocny" Tim Sylvia, który w zaledwie 5 minut pokazał, kto naprawdę rządzi i ile Pudzian jest wart w dyscyplinie, do której się nie nadaje. Czy znajdzie się "silny" na Bronisława Komorowskiego?

Bronek Komorowski nigdy nie będzie moim prezydentem

Na karcie do głosowania skreślę dwóch i napiszę ŻADEN. Takie moje prawo - oddanie głosu nieważnego. Nie jest on moim kandydatem nie dlatego, że politykiem jest marnym, ale że sprzedają mi go w sposób o wiele gorszy, niż natrętny akwizytor wciska swoje lecznicze kołdry zdezorientowanym rencistom i emerytom.

Staruszka się umiejętnie podchodzi, zmiękcza, znieczula ostrożność, delikatnie straszy i wreszcie BINGO!, emeryt składa podpis i przez kilka lat będzie spłacał ze swojej i tak znikomej renty lub emerytury komplet garnków albo pościeli za kilka tysięcy złotych. Podobnie wciśnięto nam Bronka i podobnie, przez 5 lat będziemy się z nim męczyć.

Gdyby był on tylko Marszałkiem Sejmu...

Siedział i pilnował państwa. Po wydarzeniach smoleńskich zwołał konstytucjonalistów i zapytał ich, co teraz? Bo konstytucja nie przewidziała takiej gmatwaniny prawnej jaka wówczas nastąpiła (Marszałek, p.o. prezydenta, kandydat). Ale NIE! Mężczyzna nigdy nie przyzna się, że zabłądził, że się na czymś nie zna i że czegoś nie potrafi naprawić. Komorowski zatem jako omnibus polityczno - prawny postanowił "brać co swoje".

SZOK w Morągu!

Przyleciały do Polski, do Morąga makiety amerykańskich Patriotów. Przyleciały na zaledwie miesiąc i po wyborach prezydenckich wrócą do USA. Rakiety - makiety militarnie warte są mniej niż średniowieczny muszkiet w starciu z XXI wiecznym czołgiem. No, ale wydarzenie było. No i kolejna okazja, by przemycić podczas tego powitania amerykańskiego złomu nazwiska... KOMOROWSKI!

Gdy usłyszałem, że ambasador USA w Polsce w pierwszych słowach przemówienia dziękuje rodzinie Komorowskich za doprowadzenie tego projektu do realizacji - zatkało mnie! Mało co w polskiej polityce potrafi mnie zaskoczyć, a tu taki szok. Do kurwy nędzy, gdzie tam Komorowski? Jego "słusznej postury" osoby tam nie zobaczyłem. Ministrem Obrony nie jest, burmistrzem Morąga także nie, wojewodą warmińsko - mazurskim też. Więc jakiemu Komorowskiemu, tzn. jakiej rodzinie Komorowskich dziękuje Ambasador USA?

Chodziło o Stanisława Komorowskiego, wiceministra obrony narodowej. Nie jest rodziną z Bronkiem, zasługi dla tarczy antyrakietowej miał takie same, jak modlitwa o deszcz Indian z rezerwatu Navajo na opady deszczu nad Małopolską, ale przemycono do podświadomości wyborców to słowo klucz KOMOROWSKI. Żenada do potęgi nieskończonej!

18 pielgrzymka sołtysów i środowisk wiejskich

Komorowski pojechał do Lichenia, by jako truteń wejść w "gniazdo szerszeni". Przecież wiadomo jest, że kandydatem środowisk katolickich jest prezes PiS. Po co zatem kandydat liberałów (czyli dla wielu katolickich wyborców, antychrystów pozwalających na in vitro, małżeństwa homoseksualne czy nawet aborcję!) pcha się na teren wroga?

Czy w USA Barack Obama jeździł przed wyborami do stanów, w których republikanie zawsze wygrywają, jak bardzo głupiego kandydata by nie wystawili? Do stanów, w których większość mieszkańców żałuje, że skończyło się niewolnictwo? Czy Barack odwiedza siedziby lokalnych Ku-Klux-Klanów, by przekonywać ich, że czarna rasa jest OK? NIE!

Tylko Komorowski polezie wszędzie tam, gdzie tylko go zaproszą lub gdzie sam się wprosi, oby tylko towarzyszyły mu kamery i gdzie będzie mógł wygłosić przemówienie - merytorycznie warte tyle, co przemowa przedszkolanki do rozwrzeszczanych dzieciaków. Oklepane frazesy, troszkę straszenia Kaczyńskim (jak przedszkolaków babą jagą), trochę obietnic na zachętę (jak dla dzieci, jeśli będą grzeczne - jakiś cukierek lub czekoladka). No, ale może środowiska wiejskie jeszcze to łykają...

Kandydat wszystkich powodzian...

Komorowski latał od wału do wału depcząc to, co z nich jeszcze pozostało i totalnie dezorganizując służby ciężko tam pracujące i demotywując mieszkańców walczących o ochronę swoich domów i dobytku. Każdemu z nich coś obiecał i poleciał dalej, przeszkadzać w ratowaniu kolejnego zalewanego miejsca. Piękny garniturek, błyszczące mokasynki - tak wygląda ktoś, kto naprawdę przybył z pomocą? Tak, przyleciał pomóc sobie – WYGRAĆ!

Oczywiście obiecuje pomoc i różnego typu dotacje. A czy Pan panie Komorowski przekazał coś z własnej kieszeni? Może jakaś wpłata na konto powodzian? Może przekazanie jednej marszałkowskiej pensji? Może chociaż głupi SMS o treści POMAGAM na 7232?

Taa... pomagać (albo jedynie obiecywać pomoc) budżetowymi pieniędzmi potrafi każdy, ale sięgnąć do własnej kieszeni to już trudniej. Póki żadna złotówka z prywatnej kieszeni Bronka nie wspomoże powodzian, nie ma co ta marionetka wyborcza pokazywać się powodzianom na oczy!

Media i politycy często śmieją się z Janusza Palikota, ale ten poseł nie wziął z naszych pieniędzy ani złotówki. Pracuje w sejmie za darmo - zrzekł się diet poselskich, dlatego ma prawo czasem zrobić coś kontrowersyjnego, chodzić do studia TVN ze świńską głową, czy łykać małpki przed swoim domem w Lublinie, bo robi to za swoje pieniądze. To właśnie on zaproponował, by posłowie dobrowolnie przeznaczyli połowę swojej majowej pensji na powodzian... Myślicie, że Komorowski posłuchał tego apelu...

Może gdyby podczas udzielania tejże darowizny towarzyszyła odpowiednia ilość kamer i dziennikarzy, to pewnie Komorowski oddałby z bólem serca te 7.500 zł, ale tak bez dziennikarzy? W końcu w domu czeka na niego sześć głodnych gęb do wykarmienia. Niech Kaczyński oddaje połowę pensji, bo rodziny nie ma, a kot je niewiele…

Bronisław "Wpadka" Komorowski…

Tak powinien nazywać się ten człowiek. Mi nie potrzeba, by ktoś wydurnił się odpowiedzią o In vitro, czy zachwalając Marka Belkę przyznał mu stanowisko, którego ten nigdy nie piastował. By sądy 24 godzinne pomylił z 48 godzinnymi czy pomylił wycofanie się z Afganistanu z wycofaniem się z NATO. W wyniku moich wielu obserwacji uważam, że Bronek należy do tych ludzi, którzy lecąc do Austrii dziwią się, że nie ma tam kangurów i psów dingo.

Małą wartość intelektualną poznasz już po kilku zdaniach rozmówcy, nie musisz czekać na jego totalne się wykolejenie w kwestiach, o których nie ma pojęcia. A górnikiem łupkowym to Bronek nie jest na pewno…

Gaz z łupków dla półgłówków?

Chwilowe ocieplenie stosunków z Rosją nie znaczy, że ona będzie nas kochała wiecznie. Jeszcze nieraz kurek z gazem zostanie nam przykręcony (szczególnie zimą), a ceny tego surowca przez lata wzrosną. Mamy pod ziemią złoża, które pozwalają nam stać się niezależnym od dostaw gazu zza granicy, ale o dziwo Komorkowi się to "nie widzi". Bo trzeba będzie jakąś górkę wykopać i popsuć widoki naszej pięknej Polski całej - większego kretynizmu nie słyszałem! Hałdy kopalniane są na całym Górnym Śląsku. Kopalne odkrywkowe działają w Polsce i nie zasypują lasów ani wiosek. Czym zatem łupki naraziły się Komorkowi, że tak się ich boi? Wziął łapówkę od ekologów, czy od Gazpromu, że chce głęboko zakopać ideę masowego wydobywania gazu w Polsce? Człowieku! Niezależność energetyczna jest warta więcej, niż naturalne widoczki!

Itd. Itp. Co problem, co wypowiedź, co debata, to "wtopa"

Nie dziwne zatem, że on się tak boi wszystkich debat, rozmów, dziennikarzy. Woli spoty wyborcze, z których dowiemy się o jego dokonaniach – spłodził 5 dzieci i posiedział w więzieniu – koniec dokonań.

W debacie w TVP, gdy miał podsumować swoją kandydaturę i odpowiedzieć w minutę na pytanie: "Co jest najważniejsze w Pana koncepcji prezydentury", ten co miał do powiedzenia?

"Pytam, panie Grzegorzu, pytam! Czy pan może, jak pan może to godzić? Pana deklaracje z tym, że pan w telewizji publicznej ma sojusz z PIS-em właśnie, z IV RP! Jak można zapominać o śmierci Barbary Blidy, która była przecież efektem atmosfery stworzonej przez IV Rzeczpospolitą. Panu to dzisiaj nie przeszkadza, bo ma pan układ sojuszniczy z Jarosławem Kaczyńskim w mediach publicznych!"

Skoro w podsumowaniu Komorowski ma do powiedzenia więcej o zmarłem Blidzie, czy kontrkandydatach Napieralskim i Kaczyńskim niż o sobie, tzn. że nie ma nic do powiedzenia!

Teraz już wiemy, czemu ten kandydat boi się rozmów z kontrkandydatami

Rozmów, debat, i w ogóle występowania przed pospólstwem. Woli przemawiać do nas ze spotów wyborczych wylewających się z telewizji i z Internetu. Jedyne, co potrafi powiedzieć w spocie wyborczym to to, że zna odpowiedź na pytanie - Skąd jesteś? - Z Polski.

Każdy przedszkolak wie jeszcze więcej od Marszałka Sejmu! Że jest małym Polakiem. Że jego znakiem jest Orzeł Biały. Że mieszka między swemi, w polskiej ziemi. Że ziemia ta jest jego ojczyzną, że zdobyta krwią i blizną, że ją gówniarz kocha szczerze i że naiwnie w nią wierzy.
Temu sepleniącemu przedszkolakowi wierzę bardziej, niż spotowi reklamowemu Komorowskiego.

Ale to takimi właśnie prymitywnymi sztuczkami media wcisnęły nam prezydenta

Okazało się, że Bronek jest dobry na wszystko. Jest wszędzie tam, gdzie dzieje się tragedia, komedia i dramat. Jest ojcem narodu i matką państwowości. Sam potrafi być marszałkiem sejmu, prezydentem, kandydatem, kontrkandydatem, wałousypywaczem, ludziouspokajaczem, konferansjerem wszystkich wydarzeń państwowych, lektorem świąt kościelnych, Komorowski po prostu jest WSZYSTKIM! Połowa ogłupionego społeczeństwa zapytana dziś - co by się stało, gdyby zabrakło Bronka Komorowskiego powie - Polska przestałaby istnieć! Groziłby jej czwarty rozbiór!

We Włoszech media od wielu lat sprzedają wyborcom 75letniego Berlusconiego jak jakąś gwiazdę filmową. Dzięki temu trzy razy był premierem i ciągle nim jest mimo wielu afer i wpadek na politycznej arenie włoskiej i międzynarodowej. Ale we Włoszech media promują Berlusconiego dlatego, że jest on ich właścicielem (ma trzy stacje telewizyjne)! W Polsce media powinny być bezstronne! Powinny…

Panie Walter (właścicielu TVN), Panie Solorz (szefie Polsatu) wystartujcie Panowie w następnych wyborach, bo to media dzisiaj tak naprawdę wybierają prezydentów i większość polityków!
imię: Magdalena
miasto:
data: 2010-07-23 10:33:01
email:
gg:
www:
antyfacecie- powiem tak-pozyjemy zobaaczymy, jak mówie masz klapki na oczach.
a nawet mając kapitał nie kupisz...bo kolesie kupia
Tak odzyskują? a kto to wszystko utrzymywał przez 50 lat?
Przypomnę ci że to wszyscy utrzymywalismy, za nasza kase budowano zakłady.Ośrodki wczasowe, tak jak teraz buduje sie autostrady za nasza kase a potem płacimy za przejazd prywatnej firmie-popatrz jak w Niemczech jest.

Zacytuje za Onetem
Z roku na rok wakacje w Polsce są coraz droższe. Coraz mniej ludzi na nie stać, więc ceny paradoksalnie robią się jeszcze wyższe. Czemu w kraju biedaków wszystko mamy tak drogie? Wakacje, domy, auta, benzynę, autostrady, "tanie linie lotnicze", kosmetyki, energię, ..., ŻYCIE!

W tym roku nad polskie morze wyjedzie o ponad 30% osób mniej, niż rok temu. Kryzys wcale się nie pogłębił, powódź wcale nie zanieczyściła Bałtyku, więc w czym tkwi problem?

Może w tym, że doba hotelowa w byle pensjonacie nad Bałtykiem kosztuje tyle samo lub nawet więcej, niż w przytulnym apartamencie nad Morzem Śródziemnym? A może w tym, że przejazd z Krakowa nad morze kosztuje (nawet obskurnym PKP) o wiele więcej, niż np. bilet lotniczy do Hiszpanii? O trwaniu owej podróży "przez mękę" po Polsce 5 razy dłużej, niż przelot nad połową Europy nawet nie wspominając...

A może problem jest w tym, że mikroskopijny kawałek ryby + trochę frytek smażonych na przepalonym oleju kosztuje nad polskim morzem równowartość 10 Euro, za które w turystycznych miejscowościach Europy najemy się i zdrowiej, i w milszej atmosferze, i do syta.

Drogo, drożej, najdrożej!

Stajemy się krajem dla bogaczy. Na dom lub mieszkanie w Zakopanem nie stać obecnie żadnego młodego górala. Na kawalerkę w Warszawie trzeba przygotować równowartość minimum 100 tys. dolarów, za które to pieniądze w wielu cywilizowanych krajach świata możemy mieć cały, wielki dom.

Mamy jedne z najdroższych w świecie autostrad (o ile te dwa pasy, z których przynajmniej jeden jest wiecznie remontowany, można nazwać autostradą!).

Mamy jedne z najdroższych miejsc postojowych w świecie. Pracując za minimalną płacę często po prostu nie stać pracownika na postawienie auta pod miejscem pracy (jeśli takowe znajduje się w centrum oparkomatowanego miasta). Np. własne miejsce postojowe w Poznaniu w centrum kosztuje... 800zł!

Każdy kosmetyk, markowy ciuch, oryginalne buty kosztują w Polsce 2x więcej niż w Wielkiej Brytanii i 3x drożej niż w USA. Firmowa żarówka energooszczędna kosztuje u nas 20zł, w USA 1zł, a w Anglii ekolodzy dadzą nam je za darmo, byśmy tylko nie zużywali za dużo prądu i nie zwiększali efektu cieplarnianego!

Rzeczy robione w Polsce kupuj za granicą

W Polsce, w IKEI szafka wyprodukowana w polskiej fabryce kosztuje 399zł, podczas gdy taką samą szafkę z taką samą naklejką MADE IN POLAND kupiłem w Stanach Zjednoczonych za 99$ (330zł). Musiała przepłynąć Atlantyk, musiała dać zarobić armatorowi statku, przewoźnikowi, który rozwiózł te meble po całych Stanach, musiała dać zarobić pracownikom IKEI wynagradzanych w USD o wiele lepiej, niż polscy pracownicy IKEI biorący pensje w złotówkach i... i ta szafka kosztuje w USA o 20% taniej!

Lampka nocna, obraz, lodówka, pralka, wszystko za granicą możemy kupić taniej! I to w krajach, gdzie średnia pensja jest 2-3 razy wyższa niż w Polsce! Kupić, wynająć, spłacać raty za samochód czy mieszkanie...

I nasi dzielni rządzący się dziwią, że latają do Anglii, proszą miliony żyjących tam polskich emigrantów, by ci wracali do kraju, bo w Polsce już coraz lepiej, coraz łatwiej, w sklepach coraz więcej luksusu, na ulicach widać coraz więcej zamożności, dostojności, europejskości i światowości... Naprawdę chcą przyciągnąć z powrotem te setki tysięcy błąkających się po świecie rodaków, czy jedynie ich ciężko zarobione funty, euro, by je tu z nich wyssać? W końcu ktoś musi wyłożyć kasę na te ich wszystkie wyborcze...

Drogi studencie...

Pamiętam kilka lat temu apel prezydenta Krakowa, by właściciele mieszkań obniżyli stawki najmu dla studentów, bo są one już tak wysokie (1500zł + opłaty za malutką kawalerkę czy 600zł za osobę w pokoju dwuosobowym, w mieszkaniu trzypokojowym = 3600zł + opłaty!), że większość studentów uczących się i tak "dla papierka", woli mniej prestiżowe uczelnie w tańszych miastach, niż renomowane szkoły wyższe w Krakowie.

Apel spotkał się z... gestem Kozakiewicza wyrażonym kończynami górnymi właścicieli mieszkań.

Horrendalnie drogie wakacje

Z wakacjami w Polsce robi się istne "błędne koło". Ceny hoteli, stancji, żywności, "atrakcji" czy nawet głupich plastikowych pamiątek w nadmorskich miejscowościach są tak wysokie, że na wakacje stać coraz mniej osób. Mniej wakacjuszy powoduje, że wszystko musi być jeszcze droższe, bo na każdym z tych niewielu trzeba zarobić jak najwięcej.

Wakacjusz po powrocie do domu i przeliczeniu na euro tego, co wydał nad Bałtykiem, za rok pojedzie do Chorwacji, bo wyjdzie mu 2x taniej, albo do Hiszpanii lub Grecji tańszych przynajmniej o połowę!

Mnie kilka lat temu udało się wyjechać na wycieczkę z biurem podróży do Grecji na całe 14 dni za jedyne 449zł. Więcej wyniósłby mnie sam koszt paliwa nad polskie morze i z powrotem, a w Grecji miałem zapewniony dowóz, przywóz, ubezpieczenie i piękny apartament na całe 12 dni i nocy.

Zakopane – polski szczyt zdzierstwa!

Znaleźć wolne miejsce parkingowe w tym mieście to cud! Znaleźć takie miejsce bezpłatne to NIEMOŻLIWOŚĆ! Nawet podjechanie w pobliże dworca PKP w Zakopcu kosztuje kilka złotych, więc podróżny musi w biegu wyskakiwać z auta na główną ulicę miasta, by z niej dostać się na dworzec. Coś jakby w Warszawie musiał wyskakiwać przy Alejach Jerozolimskich, bo bliższe podjechanie pod Centralny jest płatne!

Nawet największe lotniska świata pozwalają podjechać pod sam terminal, niektóre nawet parkować przez 15minut za darmo, a obskurna stacja kolejowa w stolicy Tatr każe sobie za wszystko płacić!

Stacja stacją, ale zakopiańskie parkingi uliczne to dopiero jest paranoja! W środku mroźnej zimy o 2:00 w nocy, przy 15 stopniowym mrozie stoi lub siedzi przy swoim fragmencie ulicy jakiś zamarzający parkingowy, obyśmy tylko nie odważyli się stanąć za darmo w środku mroźnej nocy na jego terenie. Litry gorącej herbaty, tysiące przedreptanych kroków, by stopy nie przemarzły i nieprzespana noc na pewno warte są więcej, niż te 20-30 złotych, które ewentualnie można w nocy zarobić. Ale w Polsce, szczególnie w miejscowościach turystycznych nie ma nic za darmo!

Pijany facet przebrany za niedźwiedzia stojący przy kolejce na Gubałówkę nie odpuści, póki nie zrobimy sobie z nim zdjęcia kosztującego nas później "kilka złotych na piwko dla misia", wkrótce nikt się do nas nawet nie uśmiechnie bez odpowiedniego wynagrodzenia. Tylko, że Polska to nie jest Egipt czy inny kraj trzeciego świata, w którym za wszystko trzeba dawać bakszysz. Tam to nakazuje kultura i religia, że biedotę należy wspomagać – w Polsce biedotą jest większość społeczeństwa!

Polskie "autostrady" do piekła

W Polsce przejechanie 61km z Katowic do Krakowa kosztuje 13,5zł. Wychodzi 21gr za kilometr – drożej niż koszt paliwo! Paradoks niespotykany w całym świecie! Gdyby podzielić koszt przejazdu przez prawdziwą ilość kilometrów, na których nie ma remontów, ograniczeń prędkości, korków, to do około 50 groszy wzrosłaby cena za przejechanie kilometra pełnoprawnej autostrady, na której można się rozpędzić do przepisowej prędkości 130km/h. Ponad złotówkę na minutę! Zarabia ktoś tyle?!

Państwo buduje autostrady, oddaje je później za darmo różnego typu Kulczykom i innym "holdingom". Owe firmy jedyne co robią, to ustawiają tam punkty poboru opłat i ssą nasze pieniądze. A gdy okazuje się, że jeździ za mało aut, to żądają od państwa rekompensaty za darmowe przejazdy ciężarówek – ot tak, 300mln rocznie dla samej Autostrady Wielkopolskiej.

Polskę i polskich kierowców na to wszystko stać, a Niemcy powiedzieli NIE! Nie po to raz zapłaciliśmy za budowę autostrad, byśmy mieli za nie płacić ponownie jeżdżąc nimi – i mimo wielokrotnych prób wprowadzenia opłat dla osobówek, kierowcy mają tak dużą siłę przebicia, a obywatel jest tam na tyle szanowany, że żaden Bundestag się nie odważy wprowadzić odpłatności.

A my, Polacy płaciliśmy za nieistniejące autostrady już dwukrotnie - w podatku drogowym, a następnie w podatkach wliczonych w ceny paliw. Zapłacimy wkrótce w winietkach, a następnie po raz czwarty za to samo – w punkcie poboru opłat. W Polsce za chwilę będziemy płacić za przejazd trasami szybkiego ruchu, za wjazd do centrów miast, za przejazd mostami, tunelami.

"Podatek od marzeń" droższy o 50%

Nawet gra w Lotto jest obecnie tylko dla najbogatszych. W październiku 2009 cena losu wzrosła o 50% (z 2zł na 3zł) podczas, gdy wygrana o zaledwie 25% (z 1,6mln na 2,0mln). Kilka lat temu już za 1,25zł można było wygrać przynajmniej 1milion złotych, a teraz za te 3zł mało kto wygrywa te 2mln. Ludzi gra coraz mniej, wpływy do Totalizatora zmalały diametralnie. O co tu chodzi? Czyżby o to, że gdy cena wzrośnie do tych psychologicznych 5zł za zakład ludzie pójdą do salonów gry i wrzucą te 5zł w automaty pana Sobiesiaka?

W USA los kosztuje 1USD. Na "dzień dobry" bez żadnej kumulacji można wygrać ok. 12mln $. Po kilku kumulacjach można wzbogacić się nawet o ponad 300mln. Za JEDNEGO DOLARA!
Lotto tak przesadziło z tą opłatą, że grają już tylko najbogatsi i nikt nie chce już nawet emitować losowań na antenie telewizyjnej. Dawniej przyciągnięcie do siebie przez jakąś TV losowań Lotto było "kurą znoszącą złote jajka" (w dni kumulacji stawki reklamowe przed losowaniami wzrastały kilkakrotnie). Teraz losowania pokazuje niszowa TVP3.

Obywatelu wracaj do kraju

Nasi rodacy wracający z zagranicy, wymieniający te swoje dolary, euro czy funty na złotówki są w szoku, jak mało w Polsce mogą sobie za nie kupić! Przyzwyczajeni za granicą do markowych rzeczy, do dużych ilości zakupów, do nieprzyglądania się cenom szybko spostrzegają, że za ich 100 euro wózek w sklepie mogą napełnić co najwyżej do połowy, podczas gdy w ich "nowej ojczyźnie" wózek mieliby zapakowany do pełna i to wcale nie w niemieckim Aldim, Lidlu czy w angielskim Tesco.

Wiem, że nie ma nic za darmo. Że każdy chce zarobić. Że za wszystko należy się zapłata. Ale płacąc za wszystko cenę często o wiele za wysoką, chcę dostać to, za co płacę. Kupując nad morzem 100 gramów ryby za cenę, za którą miałbym w sklepie kilogram, chcę RYBĘ, a nie 50% panierki!

Chcę, by ceny paliw spadały tak szybko, jak rosną! Na stacji cena rośnie już chwilę po wzroście ceny ropy na giełdzie w Nowym Yorku, podczas gdy ta ropa przypłynie do Polski dopiero za 2 miesiące! Gdy cena ropy na giełdzie spada, to na stacjach już nikt cen nie obniży. W USA cena w rok spadła z ponad 4$ na 2,5$. Też mogli trzymać wysokie ceny, które i tak nawet w szczycie były 2x niższe niż w Polsce, ale tam obywateli się tak nie "rżnie".

Płacąc horrendalną sumę za 61 km "autostrady" chcę ją przejechać z przepisową prędkością 130km/h w niespełna dwa kwadranse, a muszę się wlec czasem ponad godzinę!

Płacąc podatki chcę widzieć, że idą one na służbę zdrowia, na edukację, na drogi.
Powróć do Biuletyn Myśli Antyseksistowskiej Antyfacet

[ Załóż swoją własną, darmową KSIĘGĘ GOŚCI ]